adwent czy tęsknota?

Początek Adwentu i różne myśli krążące po mojej głowie, przywiodły mi taką refleksję, że tęsknota jest adwentem.

Tęsknota jest czymś, co ostatnio bez pytania rozgościło się w moim życiu. Spojrzenie w okno, śnieg, chłód… to wszystko przywołuje wspomnienia, które budzą we mnie tęsknotę. A jednocześnie przecież jestem o krok dalej, o wiele tygodni pracy nad sobą. A jednak tęsknota wciąż powraca. Wciąż jest czasem oczekiwania, czasem wypatrywania momentu, gdy pojawi się „pierwsza gwiazdka”.

Tęsknotę można przeżywać na wiele sposobów. Kiedyś potrafiłam godzinami słuchać smutnych piosenek i celebrować swoje smutki. Dziś siebie i Ciebie chcę zaprosić do podjęcia wyzwania i dziękczynienia Bogu za tęsknotę, która przypomina nam, że potrafimy kochać. Bo tak faktycznie jest. Skoro tęsknisz, znaczy że potrafisz kochać.

Z tęsknotą kojarzy mi się jeszcze jedna postawa. Walka o błogosławieństwo. Jako wrażliwa i delikatna kobieta, nie chcę się z Bogiem bić. Słowa modlitwy: Obyś mi skutecznie błogosławił i rozszerzał granice moje, a ręka Twoja była ze mną i zachował mnie od złego a utrapienie moje się skończyło; są wystarczającą „walką”. Dziś właśnie tymi słowami chcę bronić się przed czymś na co nie mam wpływu, ale chce również by Bóg naprawdę uzdalniał mnie do wykonania kroków, które pozwolą mi pójść dalej i wyżej… Jeśli dziś myślisz, że nic już się nie zmieni, ustal sobie cel. Niech to będzie mały cel,osiągnij go. Kiedy to zrobisz, ustal następny, trudniejszy. Krok za krokiem. Czasem potrzeba czasu byśmy osiągnęli prawdziwe szczęście, ten czas i tak minie, więc po co go marnować?

Panie, obyś mi skutecznie błogosławił i rozszerzał granice moje… w moim życiu nie ma miejsca na niewiarę, lęk, niepewność…

Yes You can.

Po kilku tygodniach mojego milczenia, mam nadzieje dziś poruszyć Twoje serce, nie rozum… Serce, emocje, uczucia… Patrzę dziś na facebooka i czuje w sobie bunt. Widzę, każdego dnia, że świat coraz bardziej uczy się nienawidzić, wykorzystywać, a coraz mniej kochać, wspierać, budować. Nie wiem, czy doświadczyłeś kiedyś hejtu, ja ostatnio tak. Moja rodzona Matka zhejtowała mnie na FB. Niby żart, niby pośmiejmy się… A jednak, wrażliwe serce… Chociaż wiem, że raczej nie miała złych intencji, to jednak zrobiło mi się przykro. Jeśli jesteś rodzicem, nauczycielem, księdzem… chcę Cię dziś zapytać, kiedy ostatnio powiedziałeś komuś dziecku/uczniowi/wiernemu „dasz radę”, „możesz spróbować”, „wierze, że Ci się uda”…

Uczymy się wymagać, oczekiwać, nie potrafimy wspierać, motywować, budować… Być może takim po prostu jesteśmy narodem. Marudzimy, narzekamy, ciągle doszukując się dziury w całym. Być może nasza mentalność jest po prostu… skażona?

Jakiś czas temu byłam na koncercie #HenryNoHurry! Po koncercie rozmawiałam z artystą, również o mojej muzyce. Wawrzyniec powiedział mi: Zaufaj sobie, kiedy wchodzisz na scenę, to jest ważne, zaufaj sobie. Obcy człowiek, który dał mi więcej niż mogłam się tego spodziewać. Obcy człowiek, którego wrażliwość znajduje wspólną przestrzeń z moją wrażliwością. Obcy człowiek, którego słowo bardzo mnie zbudowało. Jedno zdanie, które popchnęło mnie do spełnienia swoich marzeń, jedno słowo, które otworzyło moje serce, na to by pozwolić sobie poczuć jego szybsze bicie w momencie podjęcia decyzji „tak, zrobię to”.

Dlatego dziś zachęcam Cię… Podejmij wyzwanie i spełniaj swoje marzenia. Podejmij wyzwanie i wyrusz w drogę. W czasie ŚDM, papież Franciszek zachęcał by ruszyć z kanapy i założyć buty do wspinaczki wysokogórskiej. Te słowa tyczą się nie tylko głoszenia Ewangelii, ale również realizowania marzeń, dążenia do osiągnięcia celów, stawiania czoła tym wszystkim przeciwnością, jakie stają na naszej drodze.

Ja mam pierwszy krok za sobą. Teraz czeka mnie miesiąc bardzo ciężkiej pracy by zapamiętać tekst, poćwiczyć z chórem by potem wyjść i zaśpiewać o tym, co mówi do mnie Jezus: Yes You can!

Kamiński, w jednej ze swoich książek(Moje życie polarnika), napisał:”Dopóki wierzysz w siebie, jesteś przekonany, że dasz radę. Ale gdy nie dajesz rady, musisz uwierzyć, że jest coś większego od ciebie. Dziewięćdziesiąt dziewięć kilometrów przechodzisz dzięki wierze we własne siły, ale ten ostatni kilometr dzięki Sile, którą bardzo trudno zdefiniować” Oczywiste jest to, Kto jest tą Siłą. Dziś spójrz jeszcze z jednej strony… każde Twoje pozytywne, budujące słowo może sprawiać, że ktoś uwierzy, że ktoś pokona samego siebie i spełni swoje marzenie. Pomyśl o tych, którym podcięto skrzydła, którym nigdy nie dano szansy, których odarto z marzeń… Poczuj ich dziś bo… Dziś jest idealnym dniem aby zacząć uczyć się kochać, budować, nieść nadzieję. Dziś jest idealnym momentem by podać komuś pomocną dłoń, by pochylić się nad kimś, by zapłakać z tym, który cierpi. Dziś jest idealnym momentem by żyć w pełni tego słowa… a żyć to dawać, rozdawać siebie, jak dobry chleb.

Kobiecość…

Nie jestem słabą kobietą. To jest dla mnie tak zaskakujące odkrycie, że dziś chce się tym z Tobą podzielić. Choć jestem zaledwie trzydziestolatką, to doświadczyłam naprawde wiele trudnych i bolesnych chwil. Począwszy od tego, co wydarzyło sie kiedy byłam jeszcze dzieckiem, przez śmierć bliskich mi osób, decyzje o samodzielnym życiu daleko od rodziny, aż do tych momentów, kiedy postanowiłam kochać tych, którzy w jakimś większym lub mniejszym stopniu, złamali moje serce.

Nie jestem słabą kobietą, choć taką sie czułam przez to, że często nie dawałam rady. A dziś zobaczyłam jakby jaśniej… że bycie silną oznacza umiejętność bycia słabą. Paradoks? Otóż nie..

W Ewangeli wg św. Jana opisana jest sytuacja, gdy umiera Łazarz. Marta i Maria oczekiwały na przyjście Jezusa, by uzdrowił ich brata. Jezus przychodzi po czasie, Łazarz umiera… i tu jest klucz do mojego dzisiejszego oświecenia. Marta kochała swojego brata, ale rowniez kochala swojego przyjaciela Jezusa do tego stopnia, że okazuje swoją słabość. Marta wypowiada słowa: gdybyś tu był mój brat by nie umarł. No to mu poleciała.. Marta była po prostu sobą.

A ja? Jakis czas temu odkrylam ze jestem w duzej mierze melancholikiem. To bylo dla mnie trudne odkrycie, ktore bardzo pomoglo mi otworzyc sie na to kim jestem naprawde. Choć jako kobieta jestem delikatna, to mimo to jestem silna kobieta. Bylo w moim zyciu wiele sytuacji, gdzie moja delikatność okazała sie siłą, bo dzięki temu mogłam kochac. Jestem krucha, a mimo to jestem silną kobieta, bo moha kruchość jest szansą dla mężczyzn, którzy dzięki temu nauczyli sie troszczyć o to co kruche. Tylko dzieki temu moje życie moglo stać sie dla innych warsztatem pracy. Jestem czuła i ta czułość czyni mnie silną.

Dlaczego jestem silna? Bo kocham… i dzieki temu nieustannie pokonuje siebie. Wygrywam z moimi lekami. Bo wiesz… kiedy za oknem jest wiosna, nie poczujesz jej, dopoki nie otworzysz tego okna. Kocham… bo jestem kochana. Tak po prostu…

Co łączy mnie z ewangeliczną Martą po za imieniem i bezczelnoscią względem Pana Boga? Jestem kochana przez Niego, w końcu nazywa mnie swoją przyjaciółką, piękną i całą bez skazy. On jeden widzi mnie jako integralną całość. Wie, że moja słabość jest moją siłą, bo to On jest moją siła.

Szach mat! ;)

kot w pustym mieszkaniu….

Od rana dziś chodzi mi po głowie wiersz „Kot w pustym mieszkaniu”. Chodzę zatem razem z tym kotem, powtarzając wmyślach:

Umrzeć – tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci… (Szymborska)

Fragment po fragmencie… na zmianę (od kilku godzin leżąc na łóżku) słuchając Małgorzaty Hutek. Walczę z myślami. Nagle zaczynam rozumieć… To, co tak bardzo mnie dziś męczy, to dobijająca się do mnie świadomość, że nie daje sobie szansy. Boje się podejmować ryzyko. Książka, płyta, zmiana otoczenia… M. już jakiś czas temu zwróciła mi na to uwagę. Tyle szans nie podjętych… zawieszonych… zatrzymanych. Kiedy czegoś tak bardzo pragniemy… kiedy mamy do tego predyspozycje… kiedy wystarczyło by zrobić ten pierwszy krok… a wciąż jak zamurowani stoimy w miejscu.

Dlaczego? Na to pytanie odpowiedz sobie sam. Tęsknisz, ale się nie przyznajesz. Marzysz, ale potajemnie. Myślisz, ale udajesz, że coś innego zaprząta Twoją głowę. Jak w tym wierszu niby nic nie zmienione, a jednak pozamieniane…

Jedyna odpowiedź jaka przychodzi mi na myśl to: na górę zbyt wysoko wprowadź mnie…

Dziś jednak chcę Ci zaproponować coś jeszcze. Od kilku dni, choć nie jestem zbyt maryjna, modlę się tą piosenką:

harmonia siłą i tchnieniem…

Wakacje w Czaplinku, deszcz przeplata się ze słońcem, glosy dziecięce z muzyką bębniących kropel deszczu stukających o dach, albo z muzyką… Wiesz muzyką oddycham, więc biorę głęboki oddech i słyszę…

Istnieć nie znaczy żyć… Strzał w dziesiątkę. Pierwszy raz w tej piosence właśnie te słowa mnie dotknęły. Bo to prawda, to, że istniejemy, jeszcze nic nie znaczy. Istnieć nie znaczy żyć… Zatem, co znaczy żyć?

Dziś przychodzi mi taka inspiracja, że żyć znaczy błogosławić. Błogosławić podając kubek herbaty, błogosławić rozmawiając, dotykając, słuchając… Żyć to znaczy błogosławić pomimo wszelkich przeciwności. Wracając wczoraj do Czaplinka znalazłam się w bardzo ciemnym miejscu, brak światła jakiegokolwiek sprawił, że przegapiłam zjazd. Trzeba było zawrócić. Źle oceniłam odległość… To mogło się skończyć nie ładnie, bo nie ładnie wyjechałam na drogę wierząc, że zbliżający się samochód jedzie przepisową prędkością. Pomyliłam się. Ominął mnie i pojechał dalej… Dziś tamta sytuacja rodzi we mnie myśl, że można przestać istnieć w ułamku sekundy, ale kiedy błogosławimy, żyjemy zawsze. No tak, wierzę w życie wieczne. To niby takie proste, takie banalne.

Dziś układając puzzle, usłyszałam w piosence: Ufać, to milczeć i czekać cierpliwie… No tak słyszałam to milion razy i ciągle ten sam bunt, dlaczego niby tak ma być, przecież Jakub walczył z Bogiem. Może właśnie taka jest natura mojej kobiecości… by się poddać Jemu. By ująć Go za serce nie walką, ale swoją delikatnością, łagodnością, czułością. Stworzył mnie piękną, czułą, łagodną i delikatną kobietą… Więc…

„Kto jest słaby niech powie: Jestem bohaterem…” Joel wiedział, co mówił. Ja dziś czuję, że moja słabość, coś co wydawało mi się być słabością, tak naprawdę jest siłą. Delikatność jak płatek róży… łagodność, jak letnia mżawka… Czułość, jak dotyk matki… Piękno, jak wschód słońca… Harmonia… Siła, którą On daje, jest rozwiązaniem na słabość, którą przynosi świat. I to właśnie jest Jego wyraz miłość względem mnie i Ciebie. Jak na to odpowiesz?

gdy mówisz,że…

W nocy pisałam o pięciu a w sumie siedmiu językach miłości… Dziś przyszła mi jeszcze jedna myśl, o wiele ważniejsza… Taka, która przedziera się dziś przez mój smutek… Ktoś dziś mnie zranił… zrobił coś, co sprawiło, że poczułam się jakby wbito mi nóż w serce. Zwłaszcza kiedy robi to poniekąd dojrzały człowiek, którego traktujesz z szacunkiem i powagą. Czasem myślę, że jestem zbyt wrażliwa by żyć na tym świecie. Zbyt delikatna… zbyt czuła.

Dziś w obliczu tego, co się stało, kilku słów, które pokazały mi, że człowiek potrafi być po prostu podły… pomimo tego, co czuje, pomimo ogromnego smutku… Myślę, że jedynym wyjściem będzie przebaczyć i zamknąć za sobą drzwi. Rano w czasie Eucharystii usłyszałam w kazaniu, by żyć tu i teraz… Nie żyć przeszłością ani przyszłością, być po prostu tu i teraz… Pozwalam sobie czuć ten smutek i rozczarowanie. Pozwalam sobie czuć… ale jednocześnie przebaczam.

I myślę, że właśnie to jest największym językiem miłości.Przebaczenie… Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał… Miłość, która do końca się wypełniła… jako ta, która jest pierwowzorem wszelkiego przebaczenia. Pozwalam sobie czuć, bo wciąż modlę się… na górę zbyt wysoką, wprowadź mnie…

języki miłości, wino i…?

Zdarzyło mi się ostatnio mieć w ręku (a nawet przeczytać) książkę Gary Chapmana „5 języków miłości dla singli” Książka w bardzo prostu sposób przedstawia nam sposoby w jaki odbieramy czy wysyłamy komunikaty o tym, że ktoś jest dla nas ważny, że kochamy, że się troszczymy. Komunikaty, które wysyłamy do rodziny, przyjaciół, czy tej jednej szczególnej osoby.

Kochać można przecież na różne sposoby, byle by być w tym sobą. Można kochać mówiąc komuś słowa afirmatywne (to moja mocna strona), można kochać, pomagając komuś w drobnych uczynkach, choćby przyniesienie komuś wody, czy zabicie pająka, który np dla mnie jest przecież „śmiertelnym” zagrożeniem, albo poszukać książki o pająkach, wiedząc,że mnie to raczej przerośnie. Można kochać spędzając z kimś czas, nawet nic nie robiąc, albo dając komuś podarunki, czy dotykając w czuły i życzliwy sposób. Ja na przykład często podkreślam w ten sposób, że ktoś jest dla mnie ważny, dopiero kiedy kogoś dotykam, to naprawdę mu ufam. Można po prostu kochać na wiele sposobów.

No ale po co o tym piszę, skoro to takie oczywiste? Dlatego, że dziś chcę zwrócić Twoją uwagę na szósty i siódmy „język” miłości. Wszyscy jej potrzebujemy. Wielu z nas cierpi na anoreksje duchową bo nie doświadcza miłości. Widzę to zwłaszcza w internecie. Dziś zastanawiałam się, czy moje super zdjęcie na facebooku nie kreuje mnie w sposób nierzeczywisty, nawet zapytałam o to kogoś, czy moja prezencja w sieci taka nie jest. Myślę o tym dlatego, że tak bardzo pragniemy być kochane, zwłaszcza my kobiety, że często próbujemy pokazać się w lepszym świetle… a tym czasem? w Ewangelii Łukasza czytamy: „głodnych nasycił dobrami, bogatych z niczym odprawił”. Bóg pragnie nasycić tych, którzy są głodni miłością, ale chce nasycić prawdziwą Miłością bez wyuzdania, agresji, przemocy, cierpienia, sprzedawania duszy za substytut czułości i ciepła. On tych, którzy zapełniają swoje serca śmieciami, odprawia z niczym, bo nie ma już miejsca na Jego Miłość. Szóstym „językiem” miłości, są puste ręce, przyznanie się do słabości… Zwłaszcza kiedy robi to mężczyzna. Kiedy mężczyzna mówi, że potrzebuje pomocy, to prawdziwy heroizm. Tylko pustka może zostać zapełniona…

Siódmym „językiem” miłości, jest kawa, ciasto i wino! Jezus w czasie wesela w Kanie Galilejskiej, mógł zignorować brak wina, pozwolić aby para młoda poczuła się zawstydzona i upokorzona brakiem wina. To w końcu źle przygotowane wesele itd. Uwierz.. czasem miłość możemy okazać komuś wypijając lampkę wina i szczerze z kimś pobyć, rozmawiać, zwłaszcza kiedy jesteś kobietą i przychodzi do Ciebie kobieta, której serce zostało zranione.

Być może tych języków można by wyliczać w nieskończoność. Pytanie do Ciebie, jak Ty dziś okażesz miłość tym, którzy Cię otaczają ? Jak sam pozwolisz siebie kochać?

Pamiętaj: „Na górę zbyt wysoką… wprowadź mnie.”

Ps. kiedyś na studiach, w czasie sesji, pytam współlokatorkę: „Ania, jak po ang jest 24?” Po czym zaczynam odliczać ej, bi, si, di… <kurtyna>

cisza, która tworzy.

Minęły naprawdę długie miesiące od ostatniego wpisu… Ale nie dziwi mnie, że czytasz ten. Lubimy wracać do tego, co sprawia, że żyje się jakoś inaczej.

Mam za sobą długie tygodnie ciszy… miesiące, kiedy cisza stawała się moją przyjaciółką. Cisza jednak w przestrzeni pisania, nie rozmawiania. Zastosowałam się do zaproszenia (mojego własnego zaproszenia) i zaczęłam więcej rozmawiać, więcej mówić, mniej trzymać w sobie. Nawet nie wiesz, jak to mi wiele spraw pomogła rozwiązać. Czasem czuje się, jakbym była dla siebie największą zagadką. Hmm.. Lubię zagadki.

Cisza nauczyła nie, że nie jest końcem świata… ale naprawdę jest przestrzenią do zmian. Przestrzenią do tworzenia, bo w ciągu ostatnich tygodni powstały 3 nowe piosenki… Cisza prowadzi mnie do spotkania z Nim. Dziś myślę, że to On wyprowadził mnie na pustynie, choć wcale nie miałam ochoty parzyć sobie stóp o rozpalony piasek, ani marznąć zimnymi nocami.

Można by powiedzieć, że ten rozpalony piasek może być metaforą wszystkich tych prób, które podejmujemy by zmienić nasze życie. Każda zmiana boli, ale ten ból mija. Zaś zimne noce, to czas kiedy wątpimy, nie wiemy, co robić by było lepiej. Każdy z nas ma w życiu takie momenty.

Przychodzi mi dziś tylko jeden fragment z Biblii, fragment, który często się pojawia w moich myślach, jednak nie pamiętam, gdzie jest zapisany:

„Na górę zbyt wysoką wprowadź mnie”

Niech się zatem tak stanie, bo przecież w górach jest wszystko, co kocham… :)

4 nad ranem..?

Tęsknota, poczucie, że się coś spieprzyło… że nie tak miało być. Codzienne zmagania, bo w końcu życie to wspinaczka wysokogórska. Przychodzi moment, zatrzymanie, cisza… Głucha cisza, bo nagle nie ma nikogo, a nawet dźwięki gitary nie są kojące… Tęsknota, tęsknota i jeszcze raz tęsknota. Regres… Taka codzienność, którą wielu z nas stara się zagłuszyć. Lęk nabierający tak wielkiego rozmiaru, wręcz nierealnego i ta tęsknota…

Zagłuszamy, nie rozmawiamy, nie pozwalamy sobie przeżywać. Stajemy się dla siebie katem, trucizną, wyrokiem. Umieramy, choć myślimy że żyjemy. Umiera wrażliwość, delikatność, ciepło. Czy tak mus być? Jestem przekonana, że nie. Ty i ja potrzebujemy bliskości… Tylko tak trudno jest kogoś do siebie dopuścić skoro tak wielu ludzi nas zraniło choćby tym,że nie starali się zrozumieć, po prostu machneli na nas ręką. Rodzice, znajomi, nauczyciele… Czasem patrząc na ludzkie twarze, mam wrażenie, że ludzie krzyczą by dać im szansę… Sama wiem, jak trudno o to poprosić, jak trudno poprosić o to by ktoś przytulił, zwłaszcza gdy wpada się znów w fazę depresyjną…

Jednak Ewangelia… Łukasz o tym wyraźnie pisze… Ewangelia pokazuje jasno. Uczniowie w drodze do Emaus. Załamani, zdruzgotani, pozbawienie nadziej… Idą i rozmawiają o tym co się wydarzyło (Łk 24). Chcę Cię dziś zachęcić do tego byś porozmawiał… byś porozmawiała… Ja wiem, jak trudno się otworzyć, jak trudno się przyznać do swojej słabości… Mimo to proszę Cię… Porozmawiaj… Pozwól sobie uwolnić myśli… emocje… pozwól sobie stracić twarz… By móc znów kochać, marzyć, żyć… Nie tylko tęsknić… Pozwól sobie wziąć głęboki oddech. Gwarantuje – to ratuje życie.

perkusista, ukulele i On.

Bywają sytuacje tak zadziwiające, że czasem kompletnie nie chce się nam w to wierzyć. Myślałby kto, że można spotkać ludzi, którzy będą akurat potrzebnie dokładnie w tym miejscu, by wypełnić jakiś Boży zamysł.

Wczoraj poznałam w internetach perkusistę. Porozmawialiśmy sobie dłuższa chwilę o muzyce… On podzielił się swoimi doświadczeniami, ja swoimi. Nawet posłuchał jednego nagrania komentując, że głos mam dobry… Że jak już będę mieć gotowy projekt płyty… to że on ze mną chce nagrywać. Głęboko zaskoczona byłam i chyba wciąż jestem… Myślę sobie: Paulinka zgra na wiolonczeli, Agatkę namówię na drugą gitarę i wokal… Brakuje tylko instrumentu perkusyjnego… no i masz…

Dziś wracając z miasta do mieszkania (zalecenie chodzić codziennie żeby szybciej wrócić do formy po operacji), przechodzę obok muzycznego, myślę: wstąpię, zapytam o ukulele…”Przypadkiem” w sklepie był mężczyzna grający od lat na ukulele (nie był to sprzedawca), który odpowiedział na wszystkie moje wątpliwości…

Jeśli Boże w ten sposób upominasz się o moją muzykę, to ok… Odbieram te znaki! Polecam otworzyć szeroko oczy i serce, bo nie wiesz co Cię czeka… być może, ktoś wyjątkowy stanie dziś na Twojej drodze?